View Comments

Hiszpania na rockowo

 

Przepraszam za brak czytanki w ubiegłym tygodniu. I bez żadnych wyjaśnień ruszamy na Półwysep Iberyjski. To właśnie w słonecznej Hiszpanii powstała ciekawa grupa z charyzmatycznym liderem. Ognisty miks rocka, bluesa i swingu. Do tego szczypta muzyki latynoskiej i jazzu. Oto Fito y Fitipaldis.

Początkowo zespół był tylko pobocznym projektem gitarzysty i wokalisty, Fito Cabralesa. Przewodził on wówczas Platero y Tu, grupie grającej bardzo klasyczną formę rocka. Fito jednak komponował coraz więcej utworów, które nie pasowały do twórczości grupy. Fito zainspirowany brzmieniami rockabilly, swingiem, bluesem i jazzem postanowił stworzyć projekt, który nie będzie ograniczał jego ambicji. Znalazł odpowiednich muzyków i powołał do życia Fito y Fitipaldis. Zespół już w 1998 roku wydał debiutancki album pod tytułem: „A Puerta Cerrada”. Płyta brzmiała spokojniej niż poprzednie dokonania Fito i zwiastowała zupełnie nowe brzmienia. Zespół od samego początku znajdował uznanie słuchaczy. Dobre przyjęcie i rozpad poprzedniego zespołu Fito spowodowały, że muzyk postanowił całkowicie poświęcić się Fito y Fitipaldis. W 2001 roku zespół wydał kolejną płytę: „Los Suenos Locos”. Świetnie przyjęty album szybko doczekał się reedycji i już rok po premierze płyta została wzbogacona o dodatkowy kompakt z nagraniami na żywo i kilkoma nowymi utworami. W 2001 roku Fito wziął również udział w projekcie „Extrechinato y Tu” gdzie nagrał poezję Manolo Chinato. Kolejny rok, już2003, kolejne wydawnictwo. Tym razem zespół zaprezentował swoje premierowe numery na trzeciej już płycie „Lo mas lejos a tu lado”. Album osiągnął niesamowity sukces i w Hiszpanii oblał się podwójną platyną (platynowa płyta to wyróżnienie za dobrą sprzedaż płyty, jest jeszcze złota i srebrna płyta). Trzy następne lata to zastój nagraniowy zespołu, ale nie zniknięcie. Grupa cały czas dawała doskonałe koncerty, czego potwierdzeniem był koncertowy album „Vivo... para contarlo”, który również zdobył platynową płytę. W 2006 roku na sklepowe półki trafia czwarty, studyjny album „Por la boca vive el pez”. Nie mogło stać się inaczej i także ten album zdobył serca hiszpańskich słuchaczy. Doskonały muzycznie album okazał się również doskonałym pod względem sprzedaży i zdobył aż trzy platyny. Album promowała trasa koncertowa, podczas której nakręcono dvd „Dos son multitud”. Świetne wydawnictwo z gościnnym udziałem Andreasa Calamaro, doskonałego gitarzysty. W roku 2009 słuchacze mogli znowu cieszyć się premierowym repertuarem grupy. Piąty album „Antes de que cuente diez” to jak na razie ostatni longplay grupy. Tu także szczęście dopisało i płyta miała spore wzięcie w Hiszpanii. Dodatkowym atutem albumu byli zaproszeni przez Fito goście. Pete Thomas, perkusista Elvisa Costello, przez Toma Waitsa okrzyknięty najlepszym bębniarzem oraz Andy Hess, były basista wspaniałego zespołu Gov't Mule. Można powiedzieć, że na tej płycie sekcja rytmiczna jest niemal doskonała.

Oprócz „platynowych płyt” zespół otrzymał również wiele innych, ważnych nagród. Za album „Por la boca vive el pez” grupa otrzymała nagrodę „The Best Rock Album” a za utwór tytułowy nagrodę „Piosenka Roku” The Music Awards. Koncertowe wydawnictwo „Dos son multitud” otrzymał diamentową płytę za sprzedaż ponad miliona kopii.

Płyty i nagrody to nie wszystko, nie można zapomnieć o koncertach. A te są świetne. Polecam oglądnięcie wspomnianego „Dos son multitud”. Mimo to nie słyszałem żeby zespół brał udział w wielkich, światowych festiwalach. Na początku zespół zaczynał grać w małych i średnich klubach. Ale już w najlepszym okresie na ich koncerty przychodziły tysiące widzów. Każdą płytę promowała dość duża trasa koncertowa a przy ostatniej zespół trafił do Londynu oraz do Chin. Obecnie zespół stroni od występowania w wielkich salach. Jak mówi lider „Klimatyczna muzyka potrzebuje klimatycznych miejsc”.

A muzyka jest faktycznie klimatyczna a do tego pełna energii, pasji oraz radości. Już debiut pokazał, że Fito doskonale wie co chce osiągnąć z nowym zespołem. Mamy tu więc świetne rockowe kompozycje podane z ciekawymi dodatkami. Bluesowe solówki, akustyczna gitara, południowe rytmy oraz swingujący klimat. Uśmiech szybko pojawia się na ustach a energia nie pozwala stać w miejscu. Kolejna płyta, kolejna dawka pozytywnych emocji. Coraz lepiej widać kierunek jaki Fito nadaje swojej muzyce. Płyta wydaje się bardziej stonowana niż debiut, ale nie brak jej tego co wypełniało debiut, czyli miszmasz inspiracji lidera. Do tego mamy saksofon i nadające tło klawisze. Na trzecim albumie można znaleźć najwięcej odniesień do muzyki południa. Czwarta, najbardziej utytułowana płyta to chyba największy czad wśród wszystkich wydawnictw. Świetna gitara, która nie pozwala o sobie zapomnieć ale nie szczególnie jest pierwszoplanowym instrumentem. Sekcja rytmiczna ma ogromną energię nawet w balladach. Dęciaki robią swoje, tak jak i klawisze. Ostatnia płyta to majstersztyk. Sekcja rytmiczna, którą zaprosił Fito gra wspaniale. Hammondy swoją pulsacją wprawiają w trans. Mamy tu więcej gitary, ale i więcej dęciaków. Każdy muzyk zna swoje miejsce, każdy ma czas na popisy.

Każda z płyt Fito y Fitipaldis jest świetna. Każdą przyjemnie się słucha. Słychać doświadczenie muzyków, słychać, że z płyty na płytę kompozycje są coraz dojrzalsze. Nie rozumiem tekstów, ponieważ nie znam hiszpańskiego. Ale wokal Fito jest ciekawy i doskonale pasuje do muzyki.

Zespół w swoim rodzinnym kraju jest jednym z najpopularniejszych. W Polsce niestety słyszała o nim garstka osób. Dla mnie są super i mam nadzieję, że zawitają z koncertami i u nas. Mam też nadzieję, że płyta z 2009 roku to nie jest ostatnie wydawnictwo hiszpanów.

Maciej Juraszek