View Comments

"Przez Pokręcone Słońce"

Witam Wszystkich po dłuższej przerwie. Jeśli ktoś czekał na coś nowego to proszę o wybaczenie, ale ostatnie tygodnie miałem zajęte bardziej niż mogłem się spodziewać. Już jestem więc lecimy.

Ostatnim celem wycieczki była zimna Islandia i Of Monster and Men z uroczą wokalistką. Tym razem lecimy do Stanów (tak, znowu). Atlanta. Jakiś czas temu przedstawiałem pochodzących stamtąd Alabama Shakes, tym razem chcę zaprezentować Wam pewnego gitarzystę. Pod koniec lat 80 założył z bratem doskonały zespół The Black Crowes. Stworzyli razem mnóstwo pięknej muzyki, mieli też kilka wpadek. Dlatego w 2001 roku gitarzysta chcąc odpocząć od grupy postanowił zacząć działać solo. Oto Rich Robinson, młodszy brat, starszego brata, doskonały gitarzysta, kompozytor i wokalista.

Urodził się w 1969 roku w Atlancie i zapewne za gitarę chwycił w dość młodym wieku. Pierwszy zespół założył mając 15 lat. W tym czasie skomponował również muzykę do jednego z największych hitów The Black Crowes „She Talks To Angels”. Zespół został zauważony w 1989 roku i rok później wyszedł debiutancki album. Kariera zespołu nabrała rozpędu i do 2001 regularnie koncertował i nagrywał płyty. Później na 7 lat słuch o nich zaginął. Wtedy właśnie Rich zaczął swoją karierę solową. Zaczął od sformowania nowego składu Hookah Brown. Już na pierwszych próbach zespołu wiadomo było, że gitarzysta chce grać coś innego niż to co prezentował z The Black Crowes. Już na pierwszych koncertach zespół podbił serca fanów oraz zdobył przychylne opinie krytyków. Drogi muzyków jednak szybko się rozeszły i Robinson postanowił działać solo. Mimo rozwiązania zespołu w 2003 roku, gitarzysta grał koncerty oraz próby z częścią muzyków Hookah Brown, a w połowie 2004 roku muzyk miał materiał gotowy do wydania. Płyta została nagrana niemal w całości przez Robinsona, tylko partie perkusji, skrzypiec i klawiszy zostały dograne przez innych instrumentalistów. Kolejne lata nie płynęły zbyt twórczo, ponieważ na kolejną solową płytę trzeba było czekać aż do 2011 roku. Nie można jednak powiedzieć, że ten czas był zmarnowany. Robinson stworzył kolejny zespół, który sformował z członków odpoczywającego Black Crowes oraz gitarzysty North Mississippi Allstars. Circle Sound był zespołem głównie koncertowym i po objechaniu wschodniego wybrzeża w 2005 roku słuch o nich zaginął. Chociaż Robinson dalej wyraża nadzieję i chęć na wspólne granie. Kolejny raz Circle Sound zeszli się dopiero w 2007 roku na dwóch koncertach w Nowym Jorku. Rok 2005 był również powrotem Richa do Black Crowes, którzy niemal zaraz po zjednoczeniu wyruszyli w trasę koncertową. Jeden z koncertów tej trasy został zarejestrowany i wydany na DVD w 2007 roku. Na studyjną płytę Czarnych Kruków jednak trzeba było poczekać jeszcze ponad rok. W międzyczasie Robinson zdążył towarzyszyć Patti Smith w nagrywaniu jej albumu „Twelve”. Zagrał tam na cymbałach oraz gitarze. W 2011 roku został wydany kolejny, studyjny album Robinsona „Through a Crooked Sun”. W tym roku Robinson wydał trzeci już longplay „The Ceaseless Sight”. Trasa promująca tę płytę objęła również Polskę z czego cieszę się niesamowicie.

Jaka jest muzyka Robinsona postaram się przybliżyć krótko przedstawiając drugą płytę „Through a Crooked Sun”, dla mnie jedną z lepszych płyt ostatnich lat. Generalnie jest to doskonały blues-rock połączony z muzyką południowych stanów USA, folkiem amerykańskim, czasem wręcz z jazzem i country. Nie jest to wirtuozerski popis umiejętności gitarowych Robinsona. Jest to doskonale wyważona muzyka, gdzie jest dużo przestrzeni, miejsca na oddech. Muzycy, z którymi gitarzysta nagrał płytę są doskonali w swoim fachu co słychać na krążku. Każdy z nich ma również wielką wyobraźnię i głowę pełną pomysłów. Robinson, mimo że nie zrobił popisu wirtuozerii, wirtuozem niewątpliwie jest. I to nie tylko gitary elektrycznej ale również akustycznej. Jeśli w kawałku jest „elektryk” to nie narzuca się tylko dodaje mnóstwo energii, a gitara akustyczna potrafi zbudować fajny klimat. Do tego nagrał partie basu na całym albumie. Człowiek orkiestra. Do tego dodamy dopełnienie sekcji rytmicznej w postaci perkusji, która gra niesamowicie i ma magiczne brzmienie. Ale płyta to nie tylko gitary, bas i perkusja. W końcu na płycie jest wielu ciekawych muzyków. Mamy tu więc klawisze, które potrafią zahipnotyzować, gitarę pedal steel, pianino, kontrabas i cymbały. Kompozycje są raczej spokojne i bardzo spokojne, nawet te z gitarą elektryczną. Nie znaczy to, że pozbawione są polotu. Wręcz przeciwnie, dzięki spokojowi jest powietrze i czuć, że muzyka płynie. Leniwie, wesoło, czasami podskakuje ale nigdy się nie nudzi. Nie wspomniałem o wokalu Richa, a ten wpasował się w utwory doskonale. Nie ma w nim chrypy za to jest luz. I fajna barwa. Doskonała płyta, która trwa ponad 70 minut. Najlepiej słuchać ją w fotelu albo na hamaku w ciepłe popołudnie. Zrelaksować się i wyciszyć przy brzmieniach z południa USA.

Polecam więc tę i inne płyty Robinsona. A kto nie zna Black Crowes powinien nadrobić zaległości.

Maciej Juraszek