- Szczegóły
-
Opublikowano: 22 czerwiec 2008

Rzecz o amatorach letniego owocu.
Ptaszki śpiewają, słonko świeci, wietrzyk przyjemnie dmucha, jednym słowem lato. Jak to w lecie bywa, przychodzą też i letnie problemy. Jednym z nich, który dotknął
w tym roku mej duszy i sadu, to zjawisko szabrów, czyli Janosikowo - partyzanckich eskapad do sadu owocu wszelakiego. Szabry jak to szabry, były, są i będą, jednak jak zawsze jest pewne ale. Człowiek też młody był, na szabry chodził jednakże, miało to więcej z młodzieńczej ekscytacji filmami o fajnych złodziejach, niż chęci celowego posilenia się nieswoją czereśnią lub jabłkiem czy co tam nam przypadkiem wyrosło. Tak naprawdę szaber ów, był picem na wodę, bo i mało się jadło i liczyło się na to, że a nuż ktoś przyłapie, to będzie heca przy ucieczce w krzaki, bo wtedy też szabru, jak to u filmowych złodziei, dokonywało się co najmniej po zachodzie słońca.
Jak na XXI wiek przystało, tutaj tez mamy pewne niuanse, których chyba nasza młodzież, nie wywlekła z Internetu. Otóż obecnie szaber, to ostentacyjne podejście pod drzewo, gdy słońce jeszcze wcale zachodzić nie myśli! Stary nie jestem, ale widać trendy ani cool też nie. Bo jakoś tak mój skromny intelekt nie ogrania, jakaż to ekscytacja w takim szabrowaniu? Wygląda to na jakąś mieszankę degustacji, z bezczelnym raczeniem się cudzą własnością. Duch czasu taki, że jak już gałąź choćby kilka centymetrów wychynie za ogrodzenie, trza rwać ile wlezie, póki kto inny nie uszczknął. Problem jednak w tym, że czasami teren za ogrodzeniem też jest własnością tego, komu tak pięknie w tym roku obrodziło. Do czegoż ten chłopina zmierza? Może mnie ktoś zapytać. Otóż do jakiegoś elementarnego poczucia wstydu. No chyba, że to już też nie cool i trendy, w dobie sterczącego kolczyka z pępka i nie tylko, bo niektórym lubi sterczeć jeszcze to i owo, bynajmniej nie mówię tu o nieuczesanym kołtunie. Do kołtuna jednak nawiązując, aż mi się ten kołtun jeży, jak widzę za oknem w sadzie, tych beztroskich degustatorów. Dlatego, że mój i kolegów młodzieńczy szaber, miał jednak jakieś elementarne poczucie wstydu. Nie cisnął się właścicielowi pod okno, a gdy już został na szabrze przyłapany, to przynajmniej przeprosił. Niestety, kultura obrazkowa powoduje, że teraz ktoś przyłapany na szabrowaniu ostentacyjnym, zwyczajnie patrzy jak gdyby nigdy nic i czasem, podkreślam czasem, nawet odchodzi. Czasem... gdyż w spojrzeniu owych amatorów letniego owocu, coraz częściej widzę nawet element żalu, a to gałąź za wysoko, a to napojów nie podają, ławeczki jakiejś też brak, mówiąc kolokwialnie kicha. By nie być gołosłownym, przykład z życia wzięty. Idę wieczorkiem na przydomową grządkę, ponieważ na kolację zapragnąłem uraczyć się kanapkami ze szczypiorkiem. Pech chciał, że pewne dwie młode już prawie gimnazjalne dziewoje, na kolację zapragnęły moich czereśni. Oto jak wyglądał nasz dialog:
Ja: Dobry wieczór!
Dziewoje: … (niezrozumienie w oczach, spojrzenie na siebie)
Ja: Może podać wam drabinkę?
Dziewoje:… (oblanie się dziewiczym rumieńcem)
Ja: Dobrze by było, gdybyście następnym razem zapytały.
Dziewoje:… (odwrót i odejście w siną dal)
Może była w moim głosie delikatna nutka sarkazmu, jednakże znowu jest małe ale. Gdy mnie za młodu złapano na szabrach, właściciel nie krył oburzenia, wyrażanego często w dość dosadnym języku, a nierzadko nawet widłami, czy co tam miał pod ręką. Z drugiej strony myśmy nie kryli zawstydzenia. Jak widać na powyższym przykładzie, nie było zawstydzenia, ja także nie próbowałem karcić, bo niby dlaczego? Niewiasty, zachowały się, jakby je przyłapano na ściąganiu w szkole, wpadka ale nic to, jutro znów przyjdziemy. Do tego dobrze znam owe mistrzynie szabru - one mnie też. No chyba, że teraz sąsiadom nie odpowiada się na pozdrowienia. Nie mam problemów z nadwagą, urodzaj w tym roku wyjątkowo obfity, czy nie wystarczy po prostu przyjść i zapytać? Naprawdę, nawet z całą rodziną, nie jestem w stanie przetrawić takich ilości pestkowców. Tak też zrobiło kilkoro małych dzieci, które przyszły, zapytały i zjadły ile chciały. A starsze od nich dziewczyny (to też jakieś novum, bo na szabry chodziły tylko i wyłącznie chłopaki - widać - kolejne efekty równouprawnienia) przyszły, nie zapytały i czereśni nie zjadły, lecz je bezczelnie zeżarły. Może faktycznie duch był u nich ochoczy, (może też chciały zapytać, tylko uznały to za jakiś obciach) jednak ciało okazało się słabsze. Bo tutaj, tak naprawdę liczy się intencja, gdyż tyle samo ubyło po tych dzieciach, pewno nawet więcej, lecz po nich zostały tylko pestki, a po nieszczęsnych dziewczynach pestki i niesmak…
Tippo