Relacja z wyprawy na alpejski czterotysięcznik.
Ubiegłego lata, tradycyjnie na przełomie wakacyjnych miesięcy udało nam się kolejny raz wyjechać w Alpy. Tym razem za cel obraliśmy Piz Bernina. To jeden z kilku „samotnych" czterotysięczników alpejskich, czyli wybitnych wierzchołków leżących poza skupiskami ogromnych masywów Alp Walijskich, Monte Blance lub Alp Berneńskich. Jest najbardziej ze wszystkich wysunięty na wschód, i leży na granicy szwajcarsko-włoskiej. Pomimo tego, że nie „powala" wysokością (4049m.n.p.m ) jest w czołówce jeżeli chodzi o wysokość względną, czyli mierzoną od poziomu dolin do szczytu. Piz Bernina jest też znany z pięknej drogi lodowej tzw. Biancograt, wiodącej ostrą, eksponowaną lodową granią. Droga ta jest niestety bardzo oblegana przez alpinistów i przez to niezbyt lubiana. My wybraliśmy drogę najłatwiejszą od strony północnej, czyli Szwajcarskiej tzw. granią Spalla..
Samochodem wybraliśmy drogę najwygodniejszą, czyli autostradą A4 przez Niemcy wprost do Szwajcarii. Po kolejnej zmianie za kółkiem, już gdzieś w Bawarii przegapiliśmy zjazd i pojechaliśmy do Monachium a następnie do Gelsenkirchen. Okazało się, że odległość podobna a drogi poprowadzone zielonymi, bajkowymi dolinami alpejskimi przeplatane tunelami drążonymi w skałach. No i mieliśmy okazję zobaczyć Alianz Arena Bayern Monachium, stadion Olimpijski i skocznie, gdzie Małysz też wygrywał, ileś tam razy... Do Morteratsch ( 1896 m.n.p.m), małej wioski w dolinie dotarliśmy około południa po przejechaniu ok. 1100 km. Niestety tu trzeba było zapakować plecaki i wyruszyć, a pogoda nie była najlepsza...
Zakładaliśmy noclegi w namiocie, ewentualnie w jednym z trzech w okolicy schronisk, gdyby pogoda nie dopisywała. Plecaki mieliśmy więc spore i znów trzeba było się poważnie zastanawiać, co z nich wyrzucić. Góra okazała się dla nas poważnym wyzwaniem. Ponieważ na północ stoki Piz Bernina są bardzo strome, z wielkimi szczelinami lodowcowymi dostęp pod wierzchołek jest długi i męczący. Dodatkowo nasza (nie)zawodna książka - przewodnik „4000er" pokazuje i opisuje jedynie schematy tras, niekoniecznie dobrze szacując czasy przejść. Jedyny dostęp do schroniska Marco e Rosa, skąd wychodzi się na szczyt to długa pętla trawersująca lodowce tzw. tarasami Bellavista wysoko nad doliną. Rzeczywiście widoki są tam piękne ale, żeby się tam dostać trzeba pokonać skalną grań (Fortezza), gdzie nie jest łatwo z takimi plecakami i w takim natężeniu „ruchu dwukierunkowego alpinistycznego"
bez świateł i skrzyżowań. Pierwszą noc spędziliśmy w namiocie na lodowcu. Drugą po całodniowej wspinaczce w schronisku Marco e Rosa na wysokości 3600 m.n.p.m. W małym schronisku tłum, my bez rezerwacji niezbyt dogadując się po włosku załatwiliśmy sobie nocleg „na glebie" w jadalni. Ku naszemu zdziwieniu nie byliśmy sami. W nocy o 4 wyruszyliśmy na szczyt, gdzie dotarliśmy w miarę sprawnie i szybko po wspinaczce ostrą granią skalno-lodową. Zejście tradycyjnie okazało się trudniejsze. Było niebezpiecznie z powodu dużego natłoku schodzących i wchodzących, co zepsuło atmosferę, przyjemność i pogłębiało zmęczenie. Po około 10 godzinach wspólnie z poznaną grupką Polaków wróciliśmy do schroniska. Jeszcze tego samego dnia popołudniu pomimo nadchodzącej od Włoch mgły postanowiliśmy wracać tą samą drogą. O zmroku rozłożyliśmy namiot i wyczerpani położyliśmy się spać nasłuchując zbliżającą się burzę, która nas szczęśliwie ominęła. Rano wypoczęci spokojnie zeszliśmy potężnym lodowcem Morteratsch do jego końca, gdzie turyści z całego świata podziwiają ogromna rzekę wypływającą spod lodu . W deszczu dotarliśmy do parkingu, który kosztował tyle ile w tatrach w Palenicy Białczańskiej (!?).
Ta góra to duże wyzwanie ze względu na różnicę wysokości i ogromne odległości w terenie skalnym i lodowym. W ciągu 4 dni pokonaliśmy około 2200 metrów różnicy poziomów, tam i z powrotem! Udało się - Piz Bernina był następny.
Marcin Szypuła
Zapraszam do obejrzenia zdjęć, których autorami są uczestnicy wyjazdu Marcin Szypuła i Przemysław Szczepanek.
(aby obejrzeć fotorelację kliknij na poniższe zdjęcie)

Zobacz także:
Alpy bliskie, Alpy dalekie Ekwador: Kraj pełen cudów Cotopaxi i Chimborazo Jesienne pejzaże w Beskidach