piątek, 01, maj 2026
Mieli trzy tygodnie na odkrycie Ekwadoru. Czy im się udało?

Zobaczyć Ekwador

To najmniejsze z południowoamerykańskich państw jest wciśnięte pomiędzy Kolumbie i Peru. Jak już pisałem w pierwszej części relacji największą zaletą jest ogromna różnorodność tego kraju i to nie tylko klimatyczna.  Państwo stosunkowo młode skupia dziesiątki miejscowych grup etnicznych mówiących 20-toma różnymi językami. Oficjalnym jest jednak hiszpański. Granice zwłaszcza na północy i wschodzie są wciąż umowne i przebiegają w niedostępnej dżungli amazońskiej. Miejscowe ludy to głównie andyjscy górale Quichua, Otavalenos, amazońscy Indianie Huaorani,  Shuar i słynni Cofani. Nazwa Ekwadoru pochodzi od nazwy równika, na którym leży. Walutą jest… dolar amerykański. Ceny są porównywalne z naszymi lub niższe zwłaszcza w restauracjach i transporcie. Znakomita sieć autobusów łączy najważniejsze miasta a cena to 1 $ za godzinę jazdy. W ciągu jednego dnia można przejechać kraj, na przykład z wybrzeża w głąb Amazonii za 8 $. Nocleg w tanim hotelu to wydatek 8 -15 $.

Odpocząć

Staraliśmy się tak zorganizować czas podróży, aby jak najszybciej zdobyć góry i zobaczyć Ekwador. Byliśmy w błędzie kiedy wstępnie nasze długie trzy tygodnie podzieliliśmy na jeden w górach i dwa na podróżowanie. W górach przedłużyło się do półtora…  Zaraz po zejściu z Chimborazo pojechaliśmy do miasta, które jest dla Ekwadoru jak Zakopane dla Polski. Banos to uzdrowisko pełne basenów termalnych, które są zasilane przez gorące źródła bijące spod górującego nad okolicą pięciotysięcznego stożka wulkanicznego nazywanego Tungurahua. Wulkan jest aktywny i cały czas dymi, wyrzuca lawę oraz jest stałym zagrożeniem dla regionu. Jest też oczywiście atrakcją, ale z powodu stałego w tym okresie zachmurzenia nie mieliśmy okazji podziwiać erupcji.  Za to z tłumem Ekwadorczyków i turystów z całego świata leżeliśmy w termalnych basenach odpoczywając po wspinaczce. Dotknęliśmy Amazonii, gdy na następny dzień zjechaliśmy w dół krętą drogą do miejsca gdzie według przewodnika zaczyna się ten ogromny teren.

W Puyo  za 1.5 $ na głowę żyjący tu od 18 lat Amerykanin, autor książek o przyrodzie Ekwadoru oprowadził nas po dżungli, gdzie zorganizował park etnobotaniczny.  Wysłuchaliśmy ciekawego wykładu o życiu w dżungli i przyrodzie. Wspaniałe miejsce gdzie pierwszy raz zobaczyłem jak wygląda wanilia, drzewko cynamonowe, bananowiec, ogromny pięciocentymetrowy karaluch oraz wielkie, skrzeczące jaskrawokolorowe papugi.

Ocean Spokojny

Bez wyjątku każdy z nas chciał poleżeć na Ekwadorskiej plaży. Jechaliśmy tam z Banos cały dzień autobusem. Bez klimatyzacji, w towarzystwie kogutów, kur, muzyki latynoskiej z radia i oczywiście tłumu Ekwadorczyków. Dotarliśmy późnym wieczorem do miasteczka Canoa. Moglibyśmy tu zostać na miesiące … jednak drugi tydzień się kończył. Sielanka, gorąco, palmy, piaskowa plaża, bary z zimnymi drinkami i przelatujące nad głowami ogromne pelikany. Wysokie fale kuszą tu surferów z całego świata.  My też próbowaliśmy z marnym skutkiem, ale kto wie może jesteśmy pierwszymi surferami z Cięciny? Po trzech dniach nicnierobienia nadrobiliśmy kolor skóry i zaczęliśmy się wtapiać w tłum – trzeba było wracać, bo jeszcze mieliśmy odwiedzić Otavalo i to koniecznie w sobotę.

Quito

Po całodniowej podróży do Quito zatrzymaliśmy się  w już znanej „La Posada Colonial” na Calle Paredes, której właścicielem jest niezwykle sympatyczny i pomocny człowiek. Odwiedziliśmy parę już znanych i jeszcze nie, miejsc w tym ciekawym mieście. Przeplatają się tu  elementy wspólne dla nowoczesnych miast świata i zupełnie oryginalne lub charakterystyczne dla Ameryki Południowej. Duża bieda kontrastuje często z  luksusowymi samochodami. Ludzie za to są mili, pomocni, uśmiechnięci, zaciekawieni i zdziwieni naszym pochodzeniem. Wielu zna oczywiście Jana Pawła II, Wałęsę i … Bońka.  Pamiętają jak nas ograli na mundialu w Korei. A ci co kiedyś spotkali Polaków potrafią powiedzieć parę słów, których tu raczej nie zacytuję… Miasto jest niezwykle kolorowe dzięki żywym kolorom na budynkach, samochodach i ubraniach. Architektura postkolonialna jest podobno najpiękniejsza w całej Ameryce Południowej. Liczne zachwycające kościoły i katedry oraz górująca nad miastem „La Virgen de Quito” potwierdzają silny tu katolicyzm i wpływ Europy.

Otavalo

W Otavalo, na północ od Quito odbywa się najsłynniejszy targ w kraju. Jak u nas w środę w Żywcu, tu w soboty z okolicy zjeżdżają otavalenos i sprzedają wszystko, a zwłaszcza pamiątki dla wypasionych turystów. Mimo, że to pewnie już nie to samo co kiedyś ale robi wrażenie. Pięknie wystrojeni miejscowi górale, a zwłaszcza góralki, regionalna sztuka i egzotycznie kolorowo.

Las deszczowy

Naszym ambitnym planem było spędzić kilka dni na wędrówce po puszczy amazońskiej, zobaczyć pierwotny las deszczowy. Niestety brakło nam kilku dni i w obawie przed spóźnieniem się na samolot wybraliśmy się do miejscowości Mindo. Ukryta głęboko w dolinie wśród lasów deszczowych na zachód od Quito, o ok. 3 godziny drogi autobusem. Reklamowana jest jako miejsce występowania kilkuset gatunków ptaków, motyli, siedlisko najrzadszych roślin. Rzeczywiście piękne miejsce. Mała wioska jest otoczona lasem z bambusami, paprociami drzewiastymi, palmami, bananowcami i najdziwaczniejszymi roślinami, które nazwać umie tylko Wojtek. Odwiedziliśmy tam ogród z pięknymi storczykami, zobaczyliśmy małe kolibry, mnóstwo motyli. Piliśmy świetną kawę na plantacji, a na koniec zlała nas prawdziwa tropikalna ulewa.
To była przygoda w ciekawym, egzotycznym kraju. Trzy tygodnie miały wystarczyć na odkrycie Ekwadoru. Pozostał jednak niedosyt, czas tam biegnie jeszcze szybciej. Klimat, ludzie, przyroda są niezwykłe, zwłaszcza kiedy w Polsce panuje zima i mróz, pada śnieg.

Marcin Szypuła

{yoogallery src=[/images/stories/arts/2010-ekwador-pttk-ciecina/slajdy] }

Zapraszam do obejrzenia wybranych zdjęć, których jestem autorem. Dziękujemy wszystkim uczestnikom i organizatorom za udział w piątkowym spotkaniu w "Restauracji Cesarska". Mamy nadzieje, że podobne pomysły bedą kontynuowane, o czym mam nadzieję, będziemy informować za pomocą współorganizatora ciecina.eu. Zapraszamy do współpracy.

koło PTTK w Cięcinie

Marcin  Szypuła, Wojciech Szypuła, Paweł Piela - uczestnicy opisanego wyjazdu

Czytaj także:

Alpy bliskie, Alpy dalekie

Cotopaxi i Chimborazo

Komentarze   

0 #5 misiek 2010-06-25 07:46
To zdjęcie ze serferem -to Morgan podtrzymujący Pelosa!
0 #4 misior 2010-06-25 03:17
aha reszta jest ostra, miskowi brackie chyba przyćmiło obraz
0 #3 misior 2010-06-25 03:17
No Morganie ta fota z serferem..... Pierwsza klasa, czy to człowiek nierzucający cienia????
0 #2 Michał B 2010-06-24 19:23
No panowie piękna sprawa. też mi się marzy eksploracja tamtych terenów z tym że na dwóch kółkach..... kto wie może kiedyś będzie mi dane;-). fane foto pozdrawiam
0 #1 misiek 2010-06-23 08:09
Wyprawa przednia panowie! Powodzenia w następnej....Ah a- kilka zdjęć jest nie ostrych i są źle skadrowane, ale nie ważne.
(żart)

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Kronika Cięciny

 
als logo

ALS Cięcina 2025

 
als logo
 
Akcja Renowacja
  


Nasi partnerzy


 
Arkom logo
rysianka_team
Żywiec Zdrój logo
mcd electronics
Przedszkole AKUKU
mcd electronics
 
Pomoc dla Marcina Walusiaka
Pomoc dla Majki Galica

Facebook

 fb

 
 
Pomoc dla Majki Galica
Pomoc dla Michała Gluzy
 
Pomoc dla Grażyny
Pomoc dla Grażyny Witos-Fabian

Komentarze | Ostatnio dodane

Fotoforum | Ostatnio dodane zdjęcia