środa, 20, czerwiec 2018
Mały Beskid - wielka trasa.
Czerwcowa aura nie kusiła zbytnio,  a jednak stali bywalcy „królewskiego rajdu”1 stanęli na wysokości zadania. Albo raczej szczytów. Trzech. Jak to podczas Korony Beskidu – tym razem Małego – bywa.
Do Starych Rajdowców dołączyły Świeżynki i tak w grupie dziesięcioosobowej, wyruszyliśmy z Wilkowic o 5.15. Bez psa, ale z jedną kobietą, jak to KTOŚ złośliwy skrzętnie zauważył. Jeszcze złośliwsze KTOSIE twierdzą, że w rajdzie uczestniczyło 9 ludzi i 1 kobieta – pomińmy to zaciśnięciem szczęk i pięści, gdyż nie czas i miejsce na walkę płci.
Rozpoczęliśmy oczywiście z Cięciny, (no, niektórzy byli z „obrzeży”, ale to tylko potwierdza atrakcyjność rajdu), wsiadając do pociągu niemal w środku nocy. Niemniej wszelkie narzędzia pomiarowe, czyli zegarki, telefony, GPS-y itp., itd., zostały włączone dopiero przy węźle szlaków w Wilkowicach Bystrej.
Tradycją już stała się niezwykła atmosfera podczas tego wyjątkowego dreptania. I tym razem w doskonałych nastrojach, wdrapaliśmy się na śpiącą jeszcze i przymgloną Magurkę Wilkowicką. Ząbkiem w koronie co prawda nie jest, jednakże uczcić zdobycie należało, co też niezwłocznie uczyniliśmy tradycyjnym… zdjęciem i „minerałem”2.
Pokrzepieni dobrym czasem przejścia i takimi tam smakołykami przystąpiliśmy do ataku pierwszego i najwyższego szczytu – Czupla, 933 m n.p.m.  A potem to już z górki i to dosłownie, gdyż trasa wiodła do Czernichowa, który znajduje się na wysokości 333 m n.p.m.
No cóż, obniżenie bolesne dla świadomych dreptaczy – gdy się zeszło, to trzeba wejść – Jaworzyna to wysokość 867 m n.p.m. Dlatego też rozsądnie postanowiliśmy zregenerować siły pożywnym posiłkiem na czele i ciekawą konwersacją, okraszoną  pysznym ciastem (oczywiście pełnoziarnistym;). Warunki były dogodne – stolik i ławeczki nieopodal sklepiku, niewiele do szczęścia potrzeba.
Pełni energii ruszyliśmy stromo pod górę, co jakiś czas wyrzucając z siebie absurdalne pomysły, jak wyrównać przewyższenia. Na Jaworzynie krótki odpoczynek i tak już z wyrównanym oddechem dotarliśmy na przełęcz Kocierską, gdzie zamierzony niedługi odpoczynek przeciągnął się do godzinnej posiadówy.  Podarowaliśmy sobie odrobinę luksusu – kawy, polewki, chłodniki i „napój bogów” lały się niemal strumieniami...
Następny etap aż do Potrójnej pokonaliśmy spokojnie, bez większych niespodzianek. Jednakże potem zaczęliśmy odczuwać na karkach oddech burzy. Krok nabierał tempa. Madahora – nasz drugi szczyt 929 m n.p.m. – przywitała nas kroplami deszczu. Łamana Skała nie załamała jednakże naszego morale i uzbroiwszy się w kurtki, peleryny i inne przyrządy przeciwdeszczowe rozpoczęliśmy ostatni atak szczytowy – Leskowiec majaczył przed nami.
Deszcz opłukiwał nas solidnie, jakby chcąc zmyć trudy całodniowej wędrówki. Natomiast szlachetnie poddał się, gdy już jako zdobywcy pełnej korony stanęliśmy na Leskowcu – tam powitało nas piękne słońce, dopełniając tym samym aktu koronacji. Mogliśmy podziwiać panoramę niemal w całej okazałości.  Zadowoleni pogratulowaliśmy sobie kolejnego sukcesu – trzecia korona i szczęścia – początek czerwca był raczej chłodny i mokry.
Radość postanowiliśmy przedłużyć pobytem w schronisku, do którego dotarliśmy niczym na  skrzydłach. Rozmowni wielce siedzieliśmy i nikt nie miał zbytniej ochoty kończyć rajdu zejściem do Krzeszowa, gdzie czekał na nas transport. Rozmowa sączyła się lekko i tylko ostatek rozsądku nakazał wymarsz.
Do oczekującego nas busa dotarliśmy już w ciemnościach – nie egipskich, lecz krzeszowskich.
Korona Beskidu Małego – Czupel, Łamana Skała, Leskowiec – została zdobyta. Kolekcja królewska potroiła się. Rajd odbył się w najmniejszym jak dotąd składzie, jednak wartym podkreślenia jest fakt, iż drużyna trzymała się razem. Wszystkie szczyty (nawet te pomniejsze) były zdobywane przez dziesięć osób w jednej grupie (no 9 i …itd.:) A że czas się wydłużył?... Potwierdza to tylko, że dla uczestników wędrowanie to miłe spędzenie czasu, którego nie chce się tak po prostu i szybko kończyć. A to tylko dobrze świadczy o idei Korony Beskidów.

Zapraszamy za rok.
Aga

[1] Królewski bo korona, gdyby ktoś nie wiedział. [2] Ci, którzy śledzą nasze wyczyny od początku, będą wiedzieli, o co chodzi;)

Fotorelacja Świąteczne warsztaty

Komentarze   

0 #1 Tomaszek 2013-07-12 13:07
Ekipa też mocna. A artykuł jest super. Gratuluje autorce. A tak między nami - taki minerał to musi też byś super rzecz. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Komentarze | Ostatnio dodane

Fotoforum | Ostatnio dodane zdjęcia