- Szczegóły
- Opublikowano: 23 lipiec 2022
Po dekadzie Korona Beskidu Śląskiego znów zdobyta.
Dreptanie ma to do siebie, że pomaga w głowie poukładać różne rzeczy. Marsz wycisza, uspokaja. Rytmiczny krok przybliża zamierzony cel. Pojawia się moc sprawczości, dająca satysfakcję. Rozedrgane, poplątane myśli pośpiesznej codzienności zaczynają powolny taniec, aby ułożyć się w odpowiednie figury i znaleźć właściwe miejsce. A jeśli dzieje się to w pięknych okolicznościach, w dobrym otoczeniu – wtedy efekt jest jeszcze lepszy. To sprawia, że w góry iść się chce… rajdy organizować się chce… i powtarzać dobre rzeczy… się chce…
Trzy Szczyty Korony
Plan „dekadowej” powtórki naszych rajdów jest kontynuowany. W tym roku Korona Beskidu Śląskiego, czyli Klimczok Skrzyczne oraz Barania Góra został zaliczony na szóstkę. A właściwie na ósemkę, gdyż ośmioro ochotników podjęło się, aby tę sympatyczną tradycję kontynuować. I pisząca te słowa nie byłaby sobą, aby nie dodać, iż i tym razem – podobnież jak w roku ubiegłym – kobiety stanowiły większość tej wyprawy – 5:3. Wnioski niech każdy wyciągnie własne :)…
Wyjechaliśmy pociągiem z Cięciny rano o godzinie czwartej z minutami do Bielska-Białej Mikuszowic.
Stacja Bielsko-Biała Mikuszowice
Stamtąd już pieszo ruszyliśmy zgodnie ze wskazaniami naszego guru i… oczywiście poplątaliśmy nieco ścieżki rajdu. Były malutkie: krążenie, zawracanie i przedzieranie się. Ale wszystko przez to, że… świat się zmienia i tam gdzie ścieżka drzewiej bywała, pojawiły się budowle, bądź inne industrialne przedsięwzięcia. Ważne, aby w takich momentach wybrać właściwy azymut i znaleźć właściwy sobie szlak, a droga w końcu zaprowadzi do celu.
Na Stefance – Koziej Górce przywitała nas cisza i piękne światło porannego słońca.

Kozia Góra
Skierowaliśmy zatem szybko swe kroki w stronę Szyndzielni („zanim nie jest tak gorąco”), gdzie posililiśmy się, między innymi, pysznymi kabanosami (jedynej właściwej firmy ;)
Szyndzielnia
dzięki czemu po kilkudziesięciu minutach stanęliśmy na pierwszym rajdowym szczycie Klimczoku. Po udokumentowaniu tego ważnego momentu, zeszliśmy do schroniska (Klimczokiem zwane a znajdujące się na zboczach Magury), gdzie uzupełniliśmy cenne minerały (jedynie słusznym napojem;).
Klimczok
Potem szybkie zejście („zanim nie jest tak gorąco”) do Szczyrku, krótkie uzupełnienie zapasów w sklepie z zielonym płazem i mozolne podejście na najwyższy szczyt rajdowej Korony, czyli Skrzyczne.
Widok z Kliomczoka
Nadmienić wypada, że wcale nie było za gorąco, pod tym względem Beskid Śląski był dla nas bardzo życzliwy.
Zgodnie z tradycją spędziliśmy na Skrzycznem najwięcej czasu, najpierw dokumentując zdobycie szczytu oraz zbierając siły przy pysznym żurku i pomidorowej oraz napoju bogatym w minerały.
Skrzyczne
Potem już udaliśmy się w kierunku Baraniej Góry, popatrując na zbierające się deszczowe chmury, które delikatnie zbliżały się w stronę przemierzanego przez nas masywu.
W drodze ze Skrzycznego
Widok z drogi na Baranią Górę
Szczyt Baraniej Góry został zdobyty ok. 17.30.
Barania Góra
Grupa „rajdowych przodowników” nieco wcześniej stanęła na szczycie i po wykonaniu ostatniej wspólnej grupówki rajdowej, udali się przez przełęcz Glinne do Węgierskiej Górki, gdzie na deptaku czekały na nich fanfary, szampan i z pewnością szczęście z udanego przejścia Korony Beskidu Śląskiego.
Bulwary w Wegierskiej Górce
„Rajdowy ogon” poszedł nieco inną drogą, co by do domu podreptać z buta – przez Magurę i Halę Radziechowską, a następnie Matyskę i polami na własne podwórko, gdzie czekała na nas satysfakcja z osiągniętego celu i zrealizowanego planu.
Tak to się wszystko dobrze układa…
Hala Radziechowska
Z górskim pozdrowieniem AGA
Poniżej trasa z Korony Beskidu Śląskiego. W dwóch cześciach ponieważ sprzęt odmówił posłuszeństwa:)
Częśc pierwsza jest ze stacji Mikuszowice do Becyrka (862m.n.p.m) pod Skrzycznym. Druga częśc z Becyrka do Węgierskiej Górki.














Czytaj więcej...